[stron_glowna]
0 books
0.00 zł
polishenglish
Paper books and ebooks
SEARCH
author, title or ISBN
Categories
  • Novels
  • Short stories
  • Poetry & Drama
  • Biographies & Memoirs
  • Science & Technology
  • Languages
  • Reference
  • Economics, Business, Law
  • Humanities
  • Nonfiction
  • Children & Youth
  • Psychology & Medicine
  • Handbooks
  • Religion
  • Aphorisms
We accept payments by Visa, MasterCard, JCB, Dinners Club

We accept payments via PayPal
Niesamowity świat motyli
Niesamowity świat motyli
Karolina Górnicka
Publisher:My Book
Size, pages: A5 (148 x 210 mm), 80 pages
Book cover: soft
Publication date:  May 2008
Category: Novels
ISBN:
978-83-7564-030-4
12.00 zł
ISBN:
978-83-7564-066-3
10.00 zł
FRAGMENT OF THE BOOK
    Żal mu było pracy, którą właśnie miał zacząć. Jeszcze nigdy nie miał stałego i tak poważnego zajęcia. Pakował to swoje niewielkie życie do szarego, mocno już zniszczonego plecaka i wyruszał w kolejną podróż donikąd. Tyle razy siadał nad płótnem i zamiast malować, tęsknił. Za rynkiem, który pachnie średniowiecznym rycerstwem, za kawiarenką „Kołysanka” o północy, gdzie dają najlepszą kawę, za starą kwiaciarką, która pod koniec dnia wciskała mu niesprzedane tulipany, chociaż wcale ich nie chciał. Za Krakowem, za domem.
    Przyjechał tu, próbował znaleźć swój sens, własne miejsce. Chciał zbudować coś nowego, szukał, ale cały czas wiedział, że jego cień został tam, w Krakowie. Teraz musi wrócić i go odnaleźć.
    No tak, dobrze wiedział, że kot, a teraz właściwie Rafael, za nic w świecie nie da się na czas podróży zamknąć w plecaku. Trzeba mu kupić jakąś smycz. Polubił go i wierzył we wzajemność. Nie był tkliwy i nie wzruszał się byle czym, ale pozostawienie w tym mieście żywego stworzenia, towarzysza ostatnich dni, na pastwę zmieniającej humory gospodyni wydawało mu się okrucieństwem niegodnym człowieka.
    Właściwie nic więcej nie miał do załatwienia i mógł spokojnie wracać. Powinien jeszcze tylko zawiadomić panią Genię, która opiekuje się mieszkaniem, kiedy wyjeżdża, żeby nie była zaskoczona, no i oczywiście musi odwołać dopiero co zaczętą pracę.
    Było już prawie po ósmej, kiedy postanowił zrobić sobie mały spacerek na dworzec, żeby sprawdzić rozkład jazdy pociągów. Humor gosposi znów uległ zmianie i telefon okazał się zepsuty. Mimo nie tak późnej jeszcze pory ludzi na ulicach było niewielu: spacerujące pary i nieszczęśliwi właściciele psów, wyrwani sprzed telewizora dźwięcznym ujadaniem pupila domagającego się toalety – ot i wszystko. Dobrze, że Rafael w tych sprawach radzi sobie sam. Mimo łączącej ich niewątpliwie nici sympatii, a być może nawet przyjaźni, codzienne spacery z kotem na smyczy niestety nie wchodziły w rachubę i zerwałyby nawet żaglową linę uczucia. Szedł, zastanawiając się, co będzie robił po powrocie do domu. Wieczór był ciepły i miły. Na przystanku autobusowym grupka młodych ludzi „degustujących” puszkowe piwo również zachwycała się dużym, srebrzystym księżycem, a może nie…
    Szedł sobie powoli, był spokojny i… i nagle zobaczył dziewczynę… Zobaczył ją już po tym, jak zahaczyła trampkiem o wystający korzeń drzewa. Zatoczyła się i upadła tuż przed jego stopy. Zanim zdążył się zorientować, co właściwie się wydarzyło, wstała, otrzepała się i szybkim krokiem odeszła.
    To prawda, że było już szarawo i że był zamyślony, ale mimo tego był pewien. Znał tę twarz na pamięć. Nie sposób nie poznać osoby, w którą wpatrywało się przez kilka tygodni. To dziewczyna z obrazu… Jego dziewczyna!
     Nagle odechciało mu się wyjazdu, domu i pociągu. Był wściekły, że pozwolił, by odeszła. W czasie upadku wypadła z jej kieszeni wizytówka z numerem komórkowym, może do jakiejś koleżanki. Podniósł i… zadzwoni, pewnie, że zadzwoni. Tak, a najlepiej powie, że zgubiła go leżąca przed nim dziewczyna, którą kilka tygodni wcześniej namalował, a później często rozmawiał z jej portretem, który w końcu sprzedał dziwakowi opowiadającemu bajki o motylach. A tak w ogóle to bardzo chciał ją spotkać, tylko teraz, kiedy leżała przed nim poobijana, nie pomógł jej, bo się akurat zamyślił. Do cholery, przecież to idiotyzm!
    Siadł na ławce, zrobiło się już porządnie ciemno – nawet towarzystwo na przystanku zarządziło odmarsz do domów.
    Jak ma wrócić do domu, kiedy ona tu jest?! Los dał mu taką szansę! Ten korzeń był uśmiechem nieba, a on się zamyślił!
    
* * *


    Powinna się już przyzwyczaić do upadków, obtłuczeń i siniaków. Kiedy chodzi się z głową w chmurach, takie wypadki są częste. A u niej nawet bardzo częste.
    Przed snem obejrzała jeszcze swój siniak, stwierdzając, że cudnie będzie się komponował z jej żółtą spódniczką. W momencie, w którym jej depresyjny nastrój osiągał apogeum, zadzwonił telefon.

© 2004-2023 by My Book