[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Demony Julii. W labiryncie
Demony Julii. W labiryncie
Jana Talaj
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 358 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  maj 2021
Kategoria: powieść
ISBN:
978-83-7564-639-9
42.00 zł
ISBN:
978-83-7564-641-2
15.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
   „Dzisiaj wyskoczę sobie na planty pograć trochę na gitarze. Taki piękny dzień. Wstąpię po Małego, z pewnością się ucieszy”, planował dzisiejsze popołudnie i wieczór Darek.
   – Ciekawe czy przyjdzie rudowłosa Magda – rozmyślał na głos.
   Wysoki, szczupły, o zielonych oczach i ciemnych włosach, w drucikowych okularach na pociągłej twarzy i o długich palcach u rąk z wyglądu mógł uchodzić za rodzaj intelektualisty. Na przegubie prawej dłoni zawieszony miał ciężki, drogi zegarek srebrnego koloru, podarowany mu przez ojca, który właśnie wrócił z zagranicznego rejsu. Dzisiaj ubrał się w wielbłądzią, ekstrawagancką kurtkę, również prezent od ojca, przywieziony z Bliskiego Wschodu.
   Willa, gdzie mieszkał wraz z rodzicami i młodszym bratem, znajdowała się w odległości piętnastu minut spacerem od orłowskiej plaży w Gdyni.
   Darek przerwał przed rokiem naukę w technikum elektrycznym w Gdańsku, ponieważ szkolny zespół bigbandowy, w którym grał na gitarze, posprzeczał się tak poważnie o rolę lidera w grupie, że nawet kierownik sprawujący opiekę nad uczniami nie był w stanie pogodzić obrażonych na siebie członków zespołu. Stwierdził więc, że skoro band się rozpadł, to on nie jest zainteresowany dalszym uczęszczaniem do tej szkoły, i już od kilku miesięcy, brzdąkając codziennie na gitarze, zastanawiał się, co począć dalej ze swoim młodym życiem.
   Skończył właśnie dziewiętnaście lat i panicznie nie miał ochoty zostać powołanym do wojska. „To tylko strata czasu”, myślał. Codzienna dyscyplina i gotowość na rozkaz absolutnie nie korespondowały z wyobrażeniem o życiu w wygodzie i z pieniędzmi, zdobytymi w jego młodej wyobraźni najlepiej bez większego wysiłku. Rozważania na ten temat zajmowały mu całe przedpołudnia i nawet miał już pewien plan, w jaki sposób podejdzie komisję lekarską, kiedy przyjdzie oczekiwane powiadomienie, wzywające do stawienia się na badania.
   Poznana kilka dni temu dziewczyna o długich, rudych włosach odciągnęła uwagę od aktualnego zmartwienia poborem do armii i Darek zastanawiał się, dokąd zaprosić Magdę, aby ją jeszcze bardziej sobą oczarować.
   Kiedy dotarli z Małym na plażę, rzucił luźno do przyjaciela:
    – Tę Rudą muszę dzisiaj mieć.
    – No a co z Julią, tą miłą małolatką? – spytał Mały, bo żal mu się zrobiło zakochanej po uszy w Darku dziewczyny. Pseudonim „Mały” przylgnął do niego ze względu na chuderlawą konstrukcję ciała i potulny charakter unikającego konfliktów chłopaka. Obaj koledzy mieszkali w Orłowie od dzieciństwa, prawie po sąsiedzku, a wspólne zainteresowania muzyczne scementowały długoletnią przyjaźń.
    – Taaak… Julia. Ona coś w sobie ma. Nie umiem tego tak naprawdę wyrazić. Kocham jej głos, to pewne. Jest taka muzykalna i romantyczna jak jej imię, ale…
   – Ale co? – dopytywał Mały.
   – No… jest jeszcze taka młoda i naiwna, a poza tym ścięła niedawno te piękne włosy, nie wiem doprawdy, co ją napadło. Wygląda teraz okropnie!
    – Aha, to dlatego zająłeś się rudowłosą Magdą?
    – Trochę odmiany w życiu nie zaszkodzi, nie uważasz, kumplu?
    – To twój wybór – odparł Mały. – Zagramy coś razem?
   – Właśnie po to tutaj przyszliśmy!
   Obaj przyjaciele roześmiali się jak na komendę.
   
    *
   
    Punktualnie o wpół do szóstej zazgrzytał klucz w zamku. „Teraz to już nieuniknione”. Spanikowana Julia usiadła na kanapie, podkurczając pod siebie ciasno nogi.
    – Jesteś – stwierdziła raczej niż spytała Danuta, zaglądając do pokoju córki, nie powiedziawszy nawet dzień dobry. – Gdzie to zapisać? – dodała zaczepnie. – Przecież dzisiaj piątek, zazwyczaj jesteś już u koleżanki. Pomóż mi wnieść zakupy.
   Julia ruszyła ociężale z kanapy, czując sztywność w nogach i suchość w ustach. „Jest na dodatek w złym humorze”, myślała, wnosząc ciężkie siatki z zakupami do sporych rozmiarów pomalowanej na olejno kuchni.
    – Coś dzisiaj taka milcząca? W szkole wszystko dobrze?
    – Tak… nie… nie bardzo – jąkała niewyraźnie Julia.
    – Nie bardzo? Co to znaczy? Znowu dwója z matematyki?
    – Nie byłam dzisiaj w szkole. To znaczy byłam, ale tylko po to, aby zabrać dokumenty – wyrzuciła jednym tchem.
    – Dokumenty! Jakie dokumenty? Co ty wygadujesz? – Danuta spojrzała na córkę z przerażeniem w oczach.
    – Odebrałam dzisiaj teczkę z moimi szkolnymi dokumentami. Wypisałam się z tego liceum – dodała ciszej Julia.
   Danuta usiadła na krześle i zakryła twarz dłońmi. „Teraz się zacznie. Będzie na przemian płakać i krzyczeć”, przeszło Julii przez głowę. Nie myliła się.
    – Ty chyba nie wiesz, co mówisz, dziewczyno! – Opuściła ręce, a jej oczy pełne były łez. – Chyba chcesz mnie wpędzić do grobu! – zaczynała się już unosić. – Czego ja się w życiu doczekałam! Męża łachudry i nienormalnej córki! – Teraz krzyczała już na całe gardło, trzęsąc się na całym ciele.
    – Uspokój się, wszystko ci wytłumaczę. Ja nienawidzę tej szkoły! – wykrzyknęła Julia z siłą, o jaką samej siebie by nie podejrzewała.
   Matka oparła się o blat stołu i spojrzała na córkę zdumionym wzrokiem.
    – Jak to, nienawidzisz? Nigdy mi o tym nie wspominałaś.
    – Wspominałam, tylko nie tak wprost. Mówiłam, że nie znalazłam tam żadnej miłej koleżanki, że nauczyciele są okropni i… że muszę tak daleko dojeżdżać, a ta klasa to banda wystrojonych lalek, a ja… ja nie mam nawet na nowe dżinsy. Mówiłam też, że ta szkoła odpycha mnie już po przekroczeniu jej progu, a zajęcia z rosyjskiego na słuchawkach są nudne i nieprzyjemne w tych ciemnych kabinach. Ciągle coś trzeszczy i przerywa na łączach i ja wcale nie mam ochoty chodzić do tej wstrętnej szkoły, w której na każdym kroku daje mi się odczuć, że nie należę do towarzystwa! Ja o tym wszystkim już wspominałam, tylko ty tak naprawdę nie słuchałaś.
   Danuta po raz pierwszy spojrzała na córkę przytomnym wzrokiem, jakby cała salwa zarzutów wykrzyczana z młodego serca zaczęła do niej powoli docierać. Milczała.
   Julia usiadła po drugiej stronie stołu i również zamilkła.
   Nie potrafiła się na tyle przełamać, aby wyznać matce całą prawdę. Prawdę o Darku i tej nieszczęśliwej miłości. Chowała ten sekret skrycie na dnie serca.
   Danuta nie wiedziała, że od kilku miesięcy spotykali się prawie każdego tygodnia w Gdyni, w miłej kawiarence blisko stacji kolejki i że tam przesiadując godzinami, słuchali muzyki z szafy grającej, grali w bilarda i prowadzili rozmowy o książkach, poezji, malarstwie i na wszystkie inne tematy interesujące młodych ludzi. Nie wiedziała, że Darek zabierał ją na długie spacery po plaży albo że spotykali się u Małego w jego wynajętym mieszkaniu przy Placu Górnośląskim. To właśnie tam pierwszy raz zagrała mu i zaśpiewała „Susanę” Leonarda Cohena, a on po prostu oniemiał z zachwytu.
   Tam on grał dla niej bluesa i pokazał tricki na gitarze, których jeszcze nie znała. W tym skromnym mieszkaniu poczuła pierwsze pocałunki męskich ust, od których cała drżała, będąc powoli rozbudzana do przyjęcia pierwszej miłości.
   
    Poznali się na początku stycznia, przez zupełny przypadek. Majka, przyjaciółka ze szkoły podstawowej, z którą przeżyła tę bezsensowną ucieczkę z domu, wyciągnęła ją pewnego dnia na wagary i zabrała do Gdyni Orłowa do jej ulubionej kawiarni „Arabeska”. Majka, dziewczyna, która wszystko inne poza nauką miała w głowie, uczęszczała do liceum ekonomicznego właśnie tam, w jednej z najbogatszych i najładniejszych dzielnic Gdyni – w Orłowie.
   – Zobaczysz, nie będziesz rozczarowana, z pewnością doskonale się zabawimy – kusiła. – Tam schodzi się połowa mojej szkoły, nie będziesz żałować – przekonywała.
   Julia pojechała więc z chęcią, zobaczyć to siedlisko niesubordynowanej młodzieży. Między starszymi i młodszymi uczniami z ekonomika siedział on, niedbale rozparty na krześle, z wetkniętym w usta marlboro. Przeglądał gazety, a później grał jakiś czas w bilard. Julia zwróciła na niego uwagę, ponieważ wydawał się bardziej dojrzały pośród tej szkolnej zgrai.
   Zamówiły po herbacie z cytryną, aby się rozgrzać w to zimne styczniowe przedpołudnie. Po jakimś czasie do obiektu zainteresowania dosiadł się kolega, w wieku podobnym do nieznajomego, którego Majka znała już z poprzednich wagarów. Tym sposobem, zupełnie dla niej niespodziewanie, znalazła się w towarzystwie Darka, który tak właściwie nie zwracał na nią większej uwagi poza luźną, banalną rozmową o wszystkim i o niczym. Dopiero kiedy weszli na tematy muzyczne, a Julia, jako fanka wielu angielskich i amerykańskich zespołów, wyraziła swoje zdanie, wzbudziła w Darku większe zainteresowanie. Na koniec, kiedy usłyszał, że gra na gitarze, umówił się na następny tydzień na spotkanie wraz z Majką i Małym w jego wynajmowanym mieszkaniu, aby stwierdzić, czy rzeczywiście – jak się wyraził – Julia ma talent.
   Od tego momentu każdy dzień, każda wolna chwila miały scementować ich młode serca na długi czas. Serca, pragnące miłości i oddania, tego infantylnego, szczerego uczucia, którego doświadczają tylko bardzo młodzi ludzie.
© 2004-2021 by My Book
×