[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Iluzje fałszywej rzeczywistości
Iluzje fałszywej rzeczywistości
Kristian Aboner
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 417 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  październik 2020
Kategoria: religia
ISBN:
978-83-7564-614-6
55.00 zł
ISBN:
978-83-7564-620-7
10.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
   Jedną z wielu mrocznych zagadek towarzyszących nam na dro­gach życia pozostają wpływy i sugestie pochodzące ze sfery po­nadzmysłowej, niemożliwe do uchwycenia poprzez czynnik fizycz­ny, lecz realne, obecne i odczuwalne w różnych sytuacjach. Jak to jest możliwe, że jeden człowiek uznawany przez wielu postronnych obserwatorów i współpracowników ma wpływ na olbrzymie rzesze bliźnich, którzy w innych warunkach nie poparliby swoich „idoli”, ale w rzeczy samej pognaliby ich na krańce cywilizowanego obsza­ru? Pytanie jest fundamentalne, ponieważ owi krótkochwilowi geniusze przy zetknięciu się z pracowitymi, uczciwymi i ufającymi Bogu ludźmi okazują się przy bliższym poznaniu miernotami. Zja­wisko występowania natchnienia wśród twórców dzieł literackich, muzyków i różnego rodzaju artystów ma podłoże nadprzyrodzone i potwierdza w sposób absolutny istnienie życia poza materią, czasem i przestrzenią. Biblia mówi wprost o tym zjawisku, kiedy przedsta­wia historię Hioba i jego pocieszycieli. Zwracając się do nich, do­świadczony cierpieniem człowiek powiedział:

„… czyjże to duch wionie z ciebie?” (Hb. 26, 4)

   Z analizy wynika, że może nie być to duch własny, a obcy, nie własne natchnienie, lecz inne, pochodzące od czegoś lub kogoś inne­go. W świetle Pisma Świętego widzimy zatem, że istnieje możliwość wpływu, przenikania, a także sterowania w sposób bardzo trudny do zauważenia twórców oddziałujących na innych. Do grupy podwyż­szonego ryzyka na ingerencje diabelskie należą, obok artystów, poli­tycy kreujący prawo. Ks. Jarosław Bukowski wyróżnia cztery elementy zależności powiązane ze sobą i mające wpływ na rzeczywi­stość:
   – ukryty promotor (Diabeł),
   – lider partii,
   – politycy w parlamencie i w terenie (prezydenci miast, wojewo­dowie),
   – społeczeństwo.
   Ten schemat jest o tyle zatrważający, że uzmysławia nam, jak mała istnieje kontrola społeczeństwa nad liderem partii podejmującym szalone decyzje, przynoszące okropne skutki dla narodu i krain, a także jak przywódcy narodów pozostają pod bezpośrednim wpły­wem hord demonów.
   George Bush podjął decyzję o inwazji na Irak… skutkiem czego zginęło na wojnie, wciąż trwającej, setki tysięcy ludzi. Decyzję podjął jeden człowiek.
   Angela Merkel zaprosiła do Europy miliony obcych kulturowo ludzi. Adolf Hitler uparł się, aby 6. armia okrążona pod Stalingradem nie próbowała nawet wyjść z kotła, bo on przyśle pomoc.
   Aleksander Kwaśniewski w 2001 roku przepraszał Żydów za zbrodnie niemieckie w miejscowości Jedwabne, bez konsultacji z ja­kimkolwiek prawdziwym polskim środowiskiem patriotycznym.
   Żaden z premierów państwa polskiego po 1989 roku, od Tadeusza Mazowickiego, obu braci Kaczyńskich po Donalda Tuska, nie był zain­teresowany losem nienarodzonych, mordowanych w tzw. zabiegach aborcyjnych. Pomimo wielu inicjatyw, sprzeciwu tysięcy osób, grup społecznych składających protesty obywatelskie w Polsce, codzien­nie składa się ofiarę Diabłu z niewinnych, bezbronnych, nienarodzo­nych ludzi. Czy od decyzji jednego człowieka zależą losy innych lu­dzi, czy wielkie inicjatywy mogą zapaść się pod ziemię z powodu woli przywódcy, czerpiącego wizje i natchnienia od źródeł nieko­niecznie Bożych? Ks. Jarosław Bukowski ukazuje ten mechanizm zależności podczas jednej z prezentacji na przykładzie aborcji: „I te­raz tak. Podam przykład walki o życie. Społeczeństwo (…) Radia Maryja też zachęcało, żeby dzwonić do polityków, straszyć polity­ków, że nie wybierzemy pana, jeśli pan nam nie załatwi kwestii obrony życia. Ale dla polityka nie jest najważniejsza pojedyncza osoba, która do niego przyszła, czy grupa piętnastu osób, które do niego zadzwoniły czy dały mu list podpisany. Dla polityka najważniejszy jest lider. Dlaczego? Bo lider decyduje o jego pozycji w partii. A je­śli lider jest wspierany przez ukrytego promotora, który mówi, jakie ma potrzeby, ponieważ finansuje często partię i lidera, to po prostu… pośrednio o wszystkim decyduje diabeł. Powiedzmy sobie, że do partii wszedł chrześcijanin (…) tutaj na tym poziomie politycy, bar­dzo mu zależy na ochronie życia, ale jak jest mocno zależny od lide­ra. I to był rok 2016. Tu nie będę odwoływał się do nazwisk. Chodzi o uchwycenie istoty zjawiska, ale wyszukałem polityka, który jest bardzo wierzący. I obserwowałem jak się zachowa 6 października 2016 roku, gdy była walka pierwsza o życie. A więc między siódma trzydzieści a ósmą rano, jeden z dziennikarzy dotarł do polityka, który ma opinię bardzo wierzącej osoby i zapytał się: »Jak pan będzie głosował?«. No on oczywiście jako chrześcijanin, katolik powiedział, że: »No ja jako katolik będę bronił absolutnie życia. Nie ma innej opcji. Tu kierował się swoim sumieniem«. Później o godzinie dziesiątej lider zrobił zebranie partii i efektem tego zebrania było to, że ten polityk, który między szóstą a ósmą rano obiecywał, że będzie bronił życia, zagłosował za aborcją. Cóż zrobić. Właśnie, gdzie trzeba uderzyć? Modlitwa o nawrócenie lidera, polityków, odcięcie od ukrytego promotora, ale to jest tylko możliwe, gdy sumienie rozważy, że ważniejsze jest wieczne zbawie­nie niż doczesne korzyści. I dlatego, gdy są liczne objawienia, Matka Boża zawsze prosi o modlitwę w tej kwestii. I Kościół od starożytności modlił się za władców, chociaż nie wszyscy byli chrześcijana­mi. Bo chodziło o to, żeby ci ludzie u góry, jeszcze wtedy w tym ob­szarze widocznym, żeby oni się zawrócili. I odcięli zupełnie (…). I teraz, jeśli tu stanie Chrystus, to wszystko zacznie wracać na swoje miejsce, bo jak mówił św. Augustyn, jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na właściwym miejscu”.
   Skoro wiemy o niezwykle wpływowym oddziaływaniu tajemni­czych promotorów na otumanionych pychą i zaślepionych iluzją wła­snej nieomylności polityków, warto poruszyć kwestię muzyki i współczesnych idoli, odgrywających nie mniejszą rolę niż rządcy pra­wa w parlamentach. Nie od dziś wiadomo, że duchowe powiązania ze sferą muzyczną mają długi rodowód i są ściśle związane z ludźmi odrzucającymi Boga, objawionego początkowo w judaizmie, a po­tem w chrześcijaństwie. Autorzy dokumentu pt. Piekielne dzwony 2 stoją na słusznym stanowisku, że: „muzyka od zawsze była po­strzegana jako fundamentalnie duchowa i skojarzona z religią i od­dawaniem czci. Nawet samo słowo »muzyka« sugeruje jego wymiar du­chowy. Jego etymologiczny korzeń »Muza« jest nazwą duchowych istot, córek Zeusa, które starożytni Grecy uważali odpowiedzialnymi za inspirację dla wielkich sztuk. Ponad trzy tysiące lat później to po­łączenie między muzami lub duchami a muzyką nie tylko przetrwa­ło, ale cieszy się ogromnym powodzeniem”. Wielu ludzi może nie wierzyć w tę zależność i inspirację, ale wypowiedzi muzyków mó­wią same za siebie i z duchowej perspektywy są rzeczywiście niepokojące i nie zostawiają nawet cienia wątpliwości, skąd przycho­dzi natchnienie i dziwne powodzenie. Muzycy zespołu rockowego „Black Sabbath” bez cienia zażenowania i strachu mówią w wywia­dach o dziwnym towarzystwie i gotowych piosenkach: „Tak, my w zespole zawsze mówimy o obecności piątego członka mistycznego ze­społu. Zawsze mówiliśmy między sobą, że pośród nas jest ktoś jesz­cze, kto się nam przygląda. Sposób, w jaki jedynie mogą to opi­sać, najlepszy, najlepszy dla mnie jest taki. Gdy graliśmy wspólnie nasz pierwszy utwór, zwłaszcza pierwsze albumy, pierwsze trzy albu­my. Literalnie my zbieraliśmy się w pomieszczeniu, by skompono­wać jakąś piosenkę a ona wydawała się już gotowa. Z tego powodu lubię nazywać »Black Sabbath” fenomenem. „Black Sabbath” jest ze­społem rockowym związanym z pewnym zjawiskiem, gdzie to »coś« przychodzi gdzieś z zewnątrz”.
   W podobnym tonie wypowiadał się frontman zespołu „The Beatles”, John Lennon, oświadczając: „Kiedy przychodzi do mnie prawdziwa muzyka, to nie ma to nic wspólnego z moimi wysiłkami, ponieważ ja jestem tylko kanałem. Jest mi dawana i ja ją przepisuję”.
   Z kolei amerykańska piosenkarka Tori Amos dość swobodnie wypowiedziała się na temat Lucyfera, już bez żadnych zbędnych za­słon: „Wyczuwam w nim tak wielki smutek. Płaczę i czuję jego obecność w jego muzyce. Czuję, gdy przychodzi i siada na moim pianinie. Jednak jest to naprawdę poważna istota. Jestem tylko ma­łym karłem w porównaniu do tego, jak bardzo poważna siła to jest (…)”.
   Robert Palmer określił tę obecność jako: „(…) centralny paradyg­mat rock and rolla… rodzaj voodoo, zakorzeniony w silnej tradycji wysławiania natury i duszy, który jest bardzo daleki od racjonalnych wartości zachodniej kultury”.
© 2004-2017 by My Book
×