[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Za zamkniętymi drzwiami. Dania
Za zamkniętymi drzwiami. Dania
Lucyna Wolańczyk
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 324 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  kwiecień 2017
Kategoria: powieść
ISBN:
978-83-7564-520-0
39.00 zł
ISBN:
978-83-7564-522-4
15.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
    Nawet nie wie, jak to się stało, że zgodziła się z nim zamieszkać, tak jakby to już było ustalone. Nigdy o tym tak naprawdę nie rozmawiali, może tam kiedyś coś wspomniał, ale jakoś nie zwróciła na to uwagi, nie zastanawiała się nad sensem usłyszanych słów. Przyszedł jak zawsze do niej w odwiedziny i bez słowa zabrał jej niewielki bagaż.
    – Przecież mówiłaś, że chcesz spróbować ze mną zamieszkać, to jaki jest problem? – próbuje ją uspokoić, gdy dostrzega zdziwienie w jej oczach.
    Idzie za nim jak na komando, nie protestuje i nie pyta już o nic, wsiada na tylne siedzenie do taksówki. Zresztą wszystko miała już spakowane, jakby gotowa w dowolnej chwili do wyjazdu czy przeprowadzki. Jeszcze nie chciała wyjeżdżać z Danii, ale myśl, że niedługo może jest to nieuniknione, nie dawała jej spokoju.
    Do czego ma wracać, do kraju, w którym nie ma przyszłości ani żadnej perspektywy na poprawę życia? Odwlekała tę myśl, co się stanie w przyszłości, bała się jej. Jan już od pewnego czasu nie ukrywał, że chciałby, aby z nim zamieszkała. Nie umiała się zdecydować do samego końca. To on dzisiaj przejął inicjatywę, nie doczekując się odpowiedzi.
    Jej zdziwiona mina jest trochę denerwująca, nie tego dzisiaj od niej oczekiwał Jan; z trudem kryje irytację pod uśmiechem. Zadecydował za nią, zabierając jej rzeczy właśnie dzisiaj, bo po co dłużej czekać. Rozmawiali przecież o tym. Nie dostał żadnej odpowiedzi, ale jej milczenie jest zgodą, nie widzi w tym żadnej przeszkody. Jan dostrzega przez moment jej wahanie i wielkie, jakby przestraszone oczy. Obejmuje ją i przytula mocno.
    – Pozwól dać nam szansę na inne życie, wszystko będzie dobrze, zobaczysz – szepcze jej do ucha.
    Marta nic nie odpowiada. Stłumiona swoimi myślami, obawami, kuli się na tylnym siedzeniu samochodu. Wraca znowu do tego mieszkania, które biło pustką i chłodem, aby zamieszkać z człowiekiem, którego niedawno poznała i był dla niej prawie obcy. Nie miała czasu, aby zastanowić się nad swoją decyzją; zaskoczona jego odwagą i zdecydowaniem, nie zdążyła nawet zaprotestować, nic powiedzieć. Jeszcze nigdy nie mieszkała z żadnym mężczyzną, to jest dla niej nowością.
    Jan otwiera drzwi, w drugiej ręce trzyma torbę. Zaprasza ją z szerokim uśmiechem do wejścia. Marta wchodzi ostrożnie i nieśmiało, zatrzymuje się na środku korytarza. Nie pewna, co ma zrobić, czy ma sama wejść do pokoju? Czeka na gest, jakiś drobny znak z jego strony, nie wie, czy ma usiąść, czy czekać, aż ją sam zaprosi.
    Strach ogarnia ją, ale może niepotrzebnie się martwi. Tę pustkę w mieszkaniu wypełnia Jan swoją obecnością, swoją masywną sylwetką, ciężkimi krokami i mocnym głosem, który słychać w każdym miejscu. Pokój gościnny jest duży, przestronny, obklejony brązową tapeta we wzory; oprócz starej sofy i ławy stojących pod oknem nic nowego z umeblowania nie przybyło. Łączy się z kuchnią, która oddzielają drzwi, a obok drugie drzwi prowadzą na balkon. Trochę jest to dziwne rozmieszczenie – pokój gościnny jest pokojem przechodnim, nie można inaczej jak przez niego wejść do kuchni. Marta siada na sofie, milcząco obserwuje jego ruchy, jak chodzi raz z kuchni, a raz do pokoju.
    Kuchnia jest długa i wąska, po obu stronach wiszą szare szafki, a pod oknem stoi stół z dwoma krzesłami. Za oknem duży, ładny balkon, prawie pusty; jest na tyle obszerny że można postawiać stół i krzesła i fajnie sobie odpoczywać przy filiżance kawy, rozkoszować się widokiem. W mieszkaniu znajdują się jeszcze dwa pokoje, po drugiej stronie, przy samych drzwiach wejściowych. Jeden mniejszy i wąski, w którym oprócz regału na książki i wersalki, dokładnie takiej samej jak są w Polsce, nie ma żadnych innych mebli. W drugim pokoju, o wiele większym, bardziej przestronnym i kwadratowym, przeznaczonym na sypialnię, stoją jakieś szafki i łóżko. Mieszkanie jest ładne i duże, ale sprawia wrażenie niezamieszkanego pustego, jednak wystarczy kupić trochę mebli i już nie będzie tak obco i dziko. W takim mieszkaniu mogłaby mieszkać swobodnie rodzina czteroosobowa, a nie jedna osoba, która ma aż za dużo miejsca dla siebie. Sama nie wie, czy tak naprawdę chce mieszkać z Janem, ta jej decyzja była tak szybka pod naciskiem Jana, który zadecydował za nią, nie dając czasu do zastanowienia. Posłuchała, nie protestując, milcząco patrząc, jak zabierał jej bagaże, jakby nie była zdolna do samodzielnego myślenia. Zostawiając Zośkę, jest już zdana na siebie i na Jana, człowieka, którego prawie nie znała. Nie wiedziała, co się kryje pod jego miłym, sympatycznym sposobem bycia, był dla niej zagadką. Zawsze podejrzliwa i nieufna wobec Jana, zdecydowała się w jednej chwili na przeprowadzkę i na zmianę swojego życia.
    – Zostaw już ten bagaż, dlaczego trzymasz go ciągle w ręce – pogania ją trochę zniecierpliwionym głosem. – Ach, te kobiety zawsze są takie niezdecydowane. – Patrzy na nią zdziwiony przenikliwym wzrokiem, jego głos łagodny, ale jednocześnie stanowczy.
    Marta nic się nie odzywa, ale nie sprzeciwia się i stawia torbę na podłodze.
    – Chodź tutaj do mnie, nie stój tak niezdecydowanie. – Z jego twarzy znika zniecierpliwienie, uśmiecha się wreszcie do niej. – Zaraz coś ci zrobię do jedzenia – obiecuje.
    Marta nie protestuje i idzie za nim posłusznie do kuchni. Jan wypakowuję torbę pełną zakupów i kładzie na stół. Wszystko leży w nieładzie i trzeba to włożyć do lodówki, bo niektóre z produktów nie powinny stać długo w temperaturze pokojowej. Jan nakupił różnych smakołyków, od serów, wędlin, chleba po owoce, aż za dużo, jak dla nich dwojga.
    – Wiesz ty co, my zaraz coś zrobimy fajnego do jedzenia. – Jan jest zachwycony swoimi zakupami i pokazuje, i zachęca ją, aby wzięła do ręki i spróbowała. – Musisz tego zaraz spróbować, to jest jeden z najlepszych żółtych serów. – Wcisnął jej do ust kawałek i obserwuje jej reakcję. – Smakuje ci? – patrzy na nią z niedowierzaniem, jakby obawiał się, że wykrzywi twarz z niesmakiem i nie zje, bo może nie lubi zapachu sera.
    – To naprawdę jest dobre – potwierdza Marta i zaraz znika powątpiewanie w jej oczach. – Bardzo chętnie spróbuję następny kawałek – odpowiada z pełnymi ustami
    – To super, że lubisz mój ser, ja go prawie zawsze kupuję, ale jest jeszcze tyle innych rodzajów, że nawet nie masz pojęcia, jakie są dobre. W Polsce na tych pustych sklepowych półkach to nic nie znajdziesz – śmieje się, bo wie, że ma rację. – Oczywiście, oczywiście, zaraz ci dam – przypomina sobie, że Marta czeka na następny kawałek sera i wciska jej jeszcze większy niż poprzednio. Marta ma prawie całe usta zapchane serem, ledwo co porusza wargami. Cieszy go ten jej zachwyt, że jego gust i smak jej przypasowały, a sery nie tylko są najlepsze, ale jedne z najdroższych, jakie były w tym sklepie. Marta szybko gryzie kawałki, które Jan wkłada jej w usta jeden po drugim, są to różne smaki rozmaitych rodzajów sera. Jej zęby za każdym razem delikatnie muskają jego palce. Jan uśmiecha się do niej, rozbawiony sytuacją.
    – Marta, czy ty wiesz, że ja ciebie kocham? – mówi nagle do niej, nie przerywając swojego zajęcia
    Marta przestaje poruszać ustami, jedzenie stoi jej w gardle. Znieruchomiała, jakby usłyszała coś nieodpowiedniego i złego, w oczach widać przez chwilę zdziwienie.
    – Ja ciebie kocham od pierwszej chwili, kiedy cię zobaczyłem, ciągle siedzisz mi w mojej głowie – mówi powoli i cicho, nie spuszczając z niej wzroku. Jest tak blisko niej, że nie potrafi złapać oddechu.
    Marta, zdrętwiała, w swoich dłoniach czuje jego wilgotną dłoń, którą on mocno ściska jej rękę, prawie martwą, zimną, bez czucia. Wzdryga się pod jego gorącym i wilgotnym uściskiem. Jan patrzy w jej oczy, stoi tak blisko, że jego ciepły oddech i bliskość, i zapach jego ciała są aż za bardzo intensywne, przytłaczające. Nagle niespodziewanie chwyta ją w ramiona i przytula do siebie, i całuje szybko w usta, tak zwyczajnie, jakby za chwilę gdzieś miał wyjść. Marta wstrzymuje oddech.
    – Ja wiem i czuję, że ty może nie odwzajemniasz moich uczuć, ale mnie wystarczy, że mnie trochę lubisz i na pewno wszystko będzie dobrze. Jeżeli za mnie wyjdziesz, na pewno twoja przyszłość będzie o wiele łatwiejsza, wiesz sama, jak to w Polsce jest. – Powiedział to wszystko nieomal w jednym zdaniu, nie łapiąc tchu, jakby chciał jak najszybciej zrzucić z siebie ciężar; jakby to mu ciążyło i musiał się tego jak najszybciej pozbyć.
    Wstaje z krzesła, nie patrzy na nią i coś tam jeszcze mówi raz o ich wspólnej przyszłości, a raz o tym, co przed chwilą kupił w sklepie. Chodzi po pokoju, tylko od czasu do czasu rzuca na nią spojrzenie, jakby chciał się upewnić, że go słucha i jest jeszcze w tym samym miejscu. Marta straciła sens jego słów, nie słyszy już, co mówi; to, co usłyszała przed chwilą, wprowadziło ją w stan osłupienia. Sięga po papierosa, jak zwykle tak bardzo jej tego w tej chwili brakuje – zaciągnąć się mocno dymkiem, aby się czegoś trzymać, to jest ratunek przed niezręczną sytuacją. Zapala go szybko, zaciąga się głęboko dymem. Szumi jej w głowie, wcale się nie uspokoiła. Wydaje jej się, że za chwilę straci przytomność. Przytrzymuje się blatu stołu, jakby bała się, że za chwilę upadnie. Ta niespodziewana propozycja czy dziwnego rodzaju oświadczyny zaskoczyły ją zupełnie. Boi się, że Jan jest w stanie odgadnąć jej uczucia, że dojrzy wszystko, patrząc na nią. Mocne pulsowanie rozsadza jej skroń, jak złapaną na gorącym uczynku, zaczynają piec ją policzki. Sama nie wie, czy się czerwieni, czy to tylko świadomość tego, że jest coś nie w porządku. Nie wie, jak to się stało, że nagle się odważyła, nie czekając długo, boi się spojrzeć mu prosto w oczy. Papieros dopala się w popielniczce, dym drażni jej gardło.
    – Wiesz co, Jan, ja sama nie wiem… – przerywa, jakby zastanawiała się, co ma powiedzieć. – Ja ciebie bardzo lubię – mówi powoli i cicho, nie podnosząc wzroku – ale to wszystko jest za szybko dla mnie. Ja ciebie lubię – powtarza znowu – może to wystarczy, ja nie wiem. – Przerywa nagle, podnosząc oczy i spotykając jego wzrok, ciepły i miękki.
© 2004-2017 by My Book
×