[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Dwudyszna
Dwudyszna
Azi Kuder
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 310 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  marzec 2013
Kategoria: powieść
ISBN:
978-83-7564-386-2
38.00 zł
ISBN:
978-83-7564-387-9
25.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
    Nigdy nie wiadomo, kiedy zaczyna się początek końca. Zwyczajne początki bywają zazwyczaj spektakularne i pozostawiają po sobie niezatarte wrażenia Na przykład pierwsze kroki w szkole, ukradkowe spojrzenia to na rówieśników, to na tajemniczo uśmiechającą się panią nauczycielkę. Pierwsze poważne obrażenia odniesione na polu zabaw, pomijając siniaki i stłuczenia. Pierwsza miłość, do której dziewiczej ulotności tak chętnie niosą nas wspomnienia… ale jak rozpoznać, kiedy zaczyna się początek końca w długoletnim związku?
    Może od pierwszego pogardliwego spojrzenia, może od pierwszego niekontrolowanego wybuchu gniewu, może od pierwszego oporu emocjonalnego, który rodzi następne widzialne i niewidzialne przeszkody, niczym kurz pokrywające lustro, w którym nadaremnie szukamy swego odbicia…
    Przygotowania do świąt wielkanocnych szły pełną parą. Julia jak zwykle taszczyła kolejne tobołki do domu, zastanawiając się, ile godzin przyjdzie jej spędzić w kuchni. Nie przepadała za ckliwo-sentymentalnym nastrojem świąt, gdzie z każdej witryny sklepowej spoglądały żółte kurczaczki w otoczeniu zajączków, kolorowych jajeczek i zielonej trawki. Nie czuła się bynajmniej wzruszona, zwłaszcza że w siatce niosła półtora kilograma kiełbasy białej oraz polskiej, pół kilo szynki, plastry łososia i filety z pstrąga, stanowiące nieodłączny atrybut wielkanocnego śniadania. Szła do domu, mamrocząc pod nosem: kiedy w końcu zjemy śniadanie upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa złożone z pokarmów niemających swego źródła w niepotrzebnym cierpieniu zwierząt?
    Co prawda Wielkanoc była o niebo lepsza od wyjątkowo okrutnego Bożego Narodzenia, kiedy to przelewało się morze krwi niewinnych karpi. Będąc wegetarianką od ponad dwudziestu lat i nie znajdując zrozumienia wśród najbliższych, czuła się osamotniona w święta, kiedy jej wewnętrzny bunt stawał się źródłem bezskutecznej indoktrynacji najbliższych, zmęczonych tyradami na temat walorów wegetariańskiej diety i warunkami panującymi w rzeźniach. Zarówno mąż Adam, jak i dorosła córka Patrycja i nastoletni syn Paweł nie wykazywali zainteresowania wegetarianizmem, ponieważ lubili spożywać, mięso i nie zamierzali z tego powodu się zadręczać… a więc przygotowania szły pełną parą, mimo goryczy Julii, nieco łagodzonej korzennym zapachem domowych wypieków oraz obrazem właśnie rozkwitającego wiosennego ogrodu, kołyszącego oczy barwami. Przyjemne dopełnienie pejzażu stanowiły dwa puchate perskie koty, wylegujące się w wiosennym słoneczku.
    W takiej atmosferze mijał ów, jakże brzemienny w konsekwencje, piątkowy dzień. Pod wieczór Adam niespodziewanie oznajmił, iż wybiera się na spotkanie partyjne. Co? Spotkanie partyjne? Julia nie przypominała sobie, żeby mąż należał do jakiejkolwiek partii. Jego osobowość, zdolna rozsadzić od wewnątrz każde męskie środowisko, z pewnością nie wróżyła kariery w żadnej zorganizowanej strukturze. No dobrze, jednak skoro chce iść, niech idzie – pomyślała.
    Ze względu na ogólny rozgardiasz panujący w domu umknęło jej uwadze roztargnienie męża, nietypowa pora i okoliczności spotkania. Adam długo nie wracał, minęła godzina dziesiąta i jedenasta, i Julia zaczęła się niepokoić, ponieważ do tej pory zawsze ją informował o każdym spóźnieniu. Przez następne godziny telefon milczał jak zaklęty. Nad ranem małżonek pojawił się w doskonałym nastroju, ze swadą przekonując, iż spotkania partyjne bywają niezwykle uciążliwe i wyczerpujące, a zarazem tak bardzo ekscytujące, iż nikt nie spogląda na zegarek… a telefon, cóż, po prostu się rozładował. Julia ze spokojem przyjęła wyjaśnienia, mając w sercu cichą nadzieję, oby nie związał się z lewicą.
    Następnego dnia wszyscy usiedli do świątecznego śniadania. Adam w milczeniu jadł swą ulubioną białą kiełbasę, popijając, zgodnie z rodzinną tradycją, kieliszkiem czystej wódki na lepsze trawienie. Wydawało się, iż najwyraźniej coś go dręczy, rozsadza od środka, podchodzi do gardła… Julia przyglądała się twarzy męża, czując, iż pragnie się czymś podzielić. Wreszcie dzieci poszły do swoich pokoi, a Adam spojrzał na Julię przeciągle i wyznał dramatycznym głosem:
    – Pragnę być z tobą szczery, wszak moja matka nauczyła mnie nigdy nie kłamać, muszę, muszę ci to wyznać. Spotkałem miłość swojego życia, nie chcę być banalny, ale ten związek jest nadzwyczajny, szalony, cudownie uwznioślający romantyczny do bólu, bosko kreatywny… nieodmiennie przypominający dzieje średniowiecznych kochanków Tristana i Izoldy.
    Jego oczy wypełniły się łzami wzruszenia, a na twarzy zakwitł błogi uśmiech, przypominający świadków Jehowy, głoszących rychłe nadejście Królestwa Bożego. Cóż mogła na te słowa odrzec Julia – matka dzieciom, kuchareczka, cóż mogła odrzec?
© 2004-2022 by My Book
×