[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Jajo w głowie
Jajo w głowie
Jacek Waniewski
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 179 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  lipiec 2009
Kategoria: myśli, aforyzmy
ISBN:
978-83-7564-202-5
25.00 zł
ISBN:
978-83-7564-207-0
14.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ruiny

    Ruiny lubiła specjalnie. Archeologów też. Cieszyła się zawsze, kiedy powoli, łopata za łopatą, odsłaniali fundamenty czegoś, co tak dobrze znała i co sama obróciła w ruinę. Trzęsienia ziemi, powodzie, huragany, zabagnienie lub pustynnienie okolic, pożary, epidemie. Ale najchętniej napuszczała jednych na drugich. Z wielką zaciekłością rozwalali to, co budowali inni. Aż miło było patrzeć.
    Uczyła ich niszczyć coraz skuteczniej. Teraz mogą już w ciągu sekundy zburzyć olbrzymie miasto. Ale jakoś tego nie robią, nie licząc dwu dawnych prób. Szkoda. Co gorsza, wszystkie nowe ruiny natychmiast odbudowują. I po co? Trudno ich zrozumieć. Przecież ruiny są takie malownicze.
    Może przestały im się podobać? A może jest ich po prostu za dużo i mają za mało miejsca na ruiny? A w ogóle, czy oni są jej jeszcze do czegoś potrzebni? Musi chyba zdecydować się na jakieś globalne rozwiązanie.



Róża wiejów

    Suchowieju, mokrowieju, ciepłowieju, zimnowieju, deszczowieju, śniegowieju, gradowieju, burzowieju, chmurowieju, lekkowieju, mocnowieju, stamtądwieju, dotądwieju! Zawieju, przewieju, dowieju, tuwieju, tamwieju, nawieju, powieju, lasemwieju, drogąwieju, polemwieju, wodąwieju! Przybywajcie, pohulajcie! Wywrócić żaglówkę, zepchnąć rowerzystę do rowu, zatarasować drzewem szosę, połamać gałęzie, zerwać druty i dachy. Co tylko lubicie… Ale niech ja najpierw dojadę do domu.


Syzyf

    O rany! Ile ja mam krzepy! Znowu się nabrali. Ci ważniacy. Już raz ich zrobiłem w konia, kiedy zamknąłem śmierć w komórce… Świetnie się bawiliśmy, nikt nie umierał. Ech, gdyby nie Hermes… Myśleli, że mnie za to ukarzą. Mnie, Syzyfa! I co? Mam tyle siły, że wolą mi nie wchodzić w drogę. Ten ich szef, Zeus, też. Gdzieś poznikali.
    Ci, co tu przypływają, to straszne zdechlaki, i też stopniowo znikają. A ja ciągle jakiś kamyczek pcham pod górę. To lepsze niż fitness center. Ile już tych kamieni było! Długo nie wytrzymują… A i góra osypuje się szybko. Sporo piachu zebrało się na dole…
    Tak sobie myślę, żeby przegrodzić Styks. Po tamie można by chodzić w tę i we w tę, jak kto chce, żaden przewoźnik niepotrzebny. Przejście zrobię darmowe, ważne, żeby ruch był. Zalew będzie palce lizać, z piaszczystą plażą i ładnymi widokami. Zarobię na leżakach i napojach. I jakieś towarzystwo się przyda, tu już nie ma nawet z kim pogadać. Tylko trzeba zorganizować reklamę. Reklama dźwignią… O, znowu poleciał na dół! Ale fajnie się turla!


esemesnik z trzytygodniowej wyprawy w góry afryki na styku pory suchej i deszczowej

    dzień 1: bardzo gorąco
    dzień 2: bardzo gorąco
    dzień 3: bardzo gorąco i pod górkę
    dzień 4, 5, 6, 7, 8: brak zasięgu
    dzień 9: znowu ciepło
    dzień 10: bardzo gorąco
    dzień 11: bardzo gorąco
    dzień 12: bardzo gorąco
    dzień 13: w nilu woda ciepła
    dzień 14: bardzo gorąco
    dzień 15: ciepło w sam raz
    dzień 16: pada
    dzień 17: pod górkę zimno mgła z górki
    dzień 18: pytony uciekły
    dzień 19: nic się nie dzieje
    dzień 20: pada
    dzień 21: pada
© 2004-2022 by My Book
×