[stron_glowna]
0 books
0.00 zł
polishenglish
Paper books and ebooks
SEARCH
author, title or ISBN
Categories
  • Novels
  • Short stories
  • Poetry & Drama
  • Biographies & Memoirs
  • Science & Technology
  • Languages
  • Reference
  • Economics, Business, Law
  • Humanities
  • Nonfiction
  • Children & Youth
  • Psychology & Medicine
  • Handbooks
  • Religion
  • Aphorisms
We accept payments by Visa, MasterCard, JCB, Dinners Club

We accept payments via PayPal
Cierń
Cierń
Alicja Grzegorzewska
Publisher:My Book
Size, pages: A5 (148 x 210 mm), 227 pages
Book cover: hard
Publication date:  August 2005
Category: Novels
ISBN:
83-89770-19-9
35.00 zł
ISBN:
978-83-7564-286-5
10.00 zł
FRAGMENT OF THE BOOK
    Oddział nefrologii ze stacją dializ znajdował się na szóstym piętrze, a dyrekcja – na pierwszym. Czekając na windę, Bogna przypomniała sobie pełne goryczy słowa Uli Zawiejskiej, gdy spotkały się w kierowanej przez nią pierwszej niepublicznej stacji dializ w regionie:
    – Pracowałam w szpitalu resortowym prawie trzydzieści pięć lat za marne grosze, ostatnio jako starszy asystent. Nie awansowano mnie nawet na zastępcę ordynatora, choć lekarzy, którzy w tym szpitalu mają drugi stopień specjalizacji i jeszcze podspecjalizację, jest naprawdę tylko kilku. Nikogo nie powinno dziwić, że przed emeryturą chcę godziwie zarabiać, a może nawet uda mi się pracować w tej stacji po osiągnięciu wieku emerytalnego. Powiedziałam dyrektorce po ludzku o tym wszystkim. Stwierdziła, że mogę zrobić, jak chcę, ale gdy przyniosłam prośbę o rozwiązanie umowy o pracę, nie przyjęła mnie, tylko skierowała do kadrowej. Myślę, że po tylu latach pracy mogła przynajmniej wypić ze mną kawę.
    Bogna przyznawała Uli rację. Wspomnienie to osłabiło pozytywne odczucia, z którymi kierowała się do Orgańskiej, ale nie zrezygnowała z zamiaru pożegnania się i gdy nadjechała winda, wsiadła do niej bez wahania. Windą zjeżdżał już Walerian Chojnik, który był ordynatorem oddziału chorób wewnętrznych i kardiologii. Wiedział już, kto będzie nowym dyrektorem. Na widok Bogny pomyślał:
    – Postaram się, aby dyrektor utarł nosa tej profesorce.

    Pożegnanie Bogny z Orgańską odbyło się prawie bez słów, choć miało być ich kilka. Uścisnęły się i pocałowały. Bogna zapamiętała, że nie czuła w tych gestach żadnej sztuczności.

    Nowy dyrektor przyjechał do szpitala wraz z urzędniczką z ministerstwa. Przejął natychmiast tajne dokumenty, nie przyjął rezygnacji Adama Fili ze stanowiska zastępcy do spraw medycznych i oświadczył, że do czasu opuszczenia gabinetu przez Bożenę Orgańską będzie urzędował z zastępcą w jednym pokoju.
    – Ma pani tyle czasu na wyprowadzenie się, ile pani potrzebuje – powiedział do Orgańskiej.
    O jedenastej nowy dyrektor, urzędniczka z ministerstwa i Adam Fila wkroczyli do sali konferencyjnej, w której oprócz ordynatorów byli także przedstawiciele administracji szpitala oraz pielęgniarki oddziałowe. Głos zabrała urzędniczka z ministerstwa:
    – Przedstawiam państwu pana doktora Zenobiusza Wertykowskiego, który będzie pełnił obowiązki dyrektora tego szpitala – przytoczyła numer i datę odpowiednich rozporządzeń.
    Dyrektor okazał się człowiekiem miejscowym. Pracował po studiach lekarskich w zakładzie anatomopatologii akademii medycznej, ale nie uzyskał stopnia naukowego doktora. Z tego powodu musiał opuścić mury uczelni. Pracował potem w kilku firmach farmaceutycznych, osiągając sukcesy w promocji leków. Awansował do władz firmy, mających siedzibę w stolicy.
    Niektórzy ordynatorzy znali nowego dyrektora. Jarosław Maruszewski od razu rozpoznał w nim krewnego Kajetana Słomińskiego, który piastował stanowisko dyrektora szpitala resortowego około trzydziestu lat. Po maturze Zenobiusz został zatrudniony przez wuja jako salowy w oddziale urologii, gdyż nie zdał egzaminu na studia medyczne. Miał dzięki tej pracy uzyskać dodatkowe punkty na egzaminie w następnym roku. Wtedy rozpoczęły się nieporozumienia ordynatora z dyrektorem. Zenobiusz prawie nie przychodził do pracy, a dostawał pieniądze jak inni salowi. Jarosław był temu przeciwny. Dyrektor mówił, że umiejętności salowego prawdopodobnie nie będą Zenowi nigdy potrzebne, a teraz musi się uczyć, aby zdać lepiej egzamin w przyszłym roku.
    – Gdyby miał wąsy, mógłby grać Hitlera – szepnął Maruszewski do Bogny, wskazując na dyrektora.
    Wertykowski nie skończył jeszcze czterdziestu lat, ale wyglądał poważniej. Wyraz oczu kryły okulary w czarnych grubych oprawkach. Tym, co dodawało mu lat, były nie tylko przerzedzone, choć nadal ciemne włosy i nadmierna masa ciała, zaokrąglająca sylwetkę, ale także, a może przede wszystkim, surowość rysów i skąpa mimika.
    – Nie… Ma znacznie delikatniejsze rysy twarzy, choć jest w nich coś ostrego…
    – Żartowałem.
    – Wiem. Cechy charakteru czynią ludzi podobnymi, nie wygląd.
    Walerian Chojnik z trudem krył zadowolenie. Nowego dyrektora znał od kilku lat. Przed objęciem funkcji ordynatora w szpitalu resortowym Walerian był starszym asystentem w klinice kardiologii akademii medycznej. Zenobiusz jako pracownik firmy farmaceutycznej promował tam leki nasercowe, których darmowe próbki Walerian podawał chorym leczonym w klinice, a następnie przepisywał do leczenia domowego.
    Jan Skrzypczak kontaktował się w przeszłości z obecnym dyrektorem w związku z pełnieniem funkcji kierownika apteki. Mówili sobie po imieniu, choć Jan był starszy o prawie dwadzieścia pięć lat. Z propozycją bruderszaftu wystąpił Wertykowski, gdy promował leki w aptece. Jan zawsze uzgadniał zakup tych leków z ówczesnym dyrektorem, wujem Zenobiusza.
    Adam Fila poznał obecnego dyrektora, gdy jeszcze pracował on w zakładzie anatomopatologii i wykonywał sekcje zwłok chorych zmarłych w szpitalu, w którym wtedy Adam był zatrudniony. Zbliżyła ich wspólna dolegliwość – uczulenie na lateks, ale nie zaprzyjaźnili się nigdy.
    Profesor Żabiński, gdy zobaczył dyrektora, odniósł wrażenie, że go gdzieś widział, ale nie mógł zlokalizować miejsca ani ustalić okoliczności.
    Orgańska opuściła szpital, zanim skończyła się odprawa z nowym dyrektorem, choć pozostało jej jeszcze wiele pracy. Przeglądała bowiem wszystkie dokumenty, segregowała je tematycznie, niszczyła niektóre pisma, a inne przekazywała sekretarce do oddania pracownikom, których dotyczyły. Po wyjściu Orgańskiej Wertykowski wraz z urzędniczką z ministerstwa wszedł do gabinetu byłej dyrektorki. Odtąd był to jego gabinet.
    Jeszcze tego samego dnia do sekretarki zgłosiła się kadrowa z prośbą o rozmowę z dyrektorem. Wertykowski przyjął ją od razu.
    – Panie dyrektorze, muszę powiadomić, co wydarzyło się wczoraj wieczorem, bo nie wiem, czy to, co zaszło, jest zgodne z prawem.
    Opowiedziała dyrektorowi o spotkaniu Orgańskiej z ordynatorami i podpisaniu nowych umów o pracę. Dyrektor czuł, jak wzbiera w nim gniew.
    – Dziękuję pani – powiedział krótko i otworzył przed nią drzwi gabinetu.
© 2004-2023 by My Book