[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
70 wierszy chińskich
70 wierszy chińskich
przekład Jarosław Zawadzki
Wydawca:My Book
Format, stron: A6 (105 x 148 mm), 109 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  czerwiec 2004
Kategoria: poezja, dramat
ISBN:
83-89770-02-4
18.00 zł
ISBN:
978-83-7564-058-8
9.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
Do Czytelnika

Chińska poezja, mało u nas znana,
Różni się bardzo od wierszy Zachodu,
Gdyż Chińczyk insze wino ciągnął z dzbana,
Inne nauki pobierał za młodu.
Nie Chrystus, Platon ani greckie mity
Były zarzewiem mądrości i cnoty,
Lecz obserwator życia znakomity,
Poczęty, mówią, przez boskie istoty.
Konfucjusz, bowiem o nim jest tu mowa,
Uświęcił rygor społecznego ładu,
Nie wymyślając niczego od nowa,
Nie odrąbując żadnej głowy gadu,
Związał Chińczyków w skostniałej strukturze
W zgodzie z rozsądkiem, ale wbrew naturze.

Ten który dosyć miał takiego życia,
Ten pustelnikiem chował się po lesie,
Tam dokonując ważnego odkrycia,
Że władza ciężar tylko z sobą niesie.
Takiego często taoistą zwano,
Nawet szamanem albo alchemikiem,
Co się w potoku kąpał zawsze rano,
Z pierwszym witając się słońca promykiem.
Wolny od wszelkiej urzędniczej troski
Był dla poetów nierzadko natchnieniem,
Wyrocznią losu dla mieszkańców wioski,
Skarbnicą wiedzy, świętych duchów cieniem.
Lecz nim pogardzał xiucai na urzędzie,
Wierząc, że nigdy sam takim nie będzie.

Lecz niezależnie kto hołdował czemu,
Pisanie wierszy powszechne tam było,
Pisano nawet w alkowach haremu,
W objęciach pieśni cesarz czuł się miło.
Wiersz chiński przyjaźń ceni ponad miłość,
Prostotą każda zda się tchnąć sylaba,
Choć tkwi w niej przez nas niezgadła zawiłość,
A mądrość nasza jest na nią za słaba.
Wiersz ma nierzadko po kilka warstw treści,
Wszystkich nie przebrnie żaden biały człowiek,
I żaden przekład tego nie pomieści,
Co jest odkryte dla Chińczyka powiek.
Polskie przekłady tej trudnej poezji
W głąb nie schodzą. Lecz stronią od herezji.





Rozbójnik odchodzi, a zjawia się urzędnik
Yuan Jie

W roku Guimao (763 n.e.) z Xiyuanu przybyli do powiatu Dao rozbójnicy. Plądrowali, mordowali i podpalali. Zniszczyli wszystko doszczętnie, po czym odeszli. Następnego roku rozbójnicy napadli na powiat Yong i zniszczyli miasto Shao. Nie wyszedłszy jednak poza granicę tego powiatu, zawrócili. Jakże to się stało, iż nie było nikogo, kto by ich powstrzymał? Wstyd! To wszak aprobata ich postępowania.
Podobni im są poborcy podatkowi, którzy ściągają haracz od strudzonego i cierpiącego ludu.
Dlatego więc piszę ten wiersz, aby urzędnicy zdali sobie z tego sprawę.


Mieszkałem w lesie, w górach nad wąwozem
Przez całe zgoła dwadzieścia pięć lat.
Źródełko biło na moim podwórzu /> Jakże spokojny wydawał się świat.
O stałych porach dzierżawca się zjawiał
/> Za dnia spać mogłem. Ach, panował ład.
Aż tu się wszystko nagle odmieniło,
Wezwano bowiem mnie wtedy pod broń.
A dziś mi przyszło zarządzać okręgiem,
Gdzie ludzie chylą przed zbójcami skroń.
Małego miasta napadać nie warto:
Cóż bardziej marne niż ubogi lud?
Bliskich sąsiadów tak więc
w potrzask wzięto;
Nędza ratunkiem była im, nie cud.
Urzędnik, który wolę władcy pełni,
Czy i on nie jest jak ten dziki zbój?
Wszakże podatki wysokie po niebo
To jeszcze większy dla poddanych znój.
Kto umie życie ludowi zatruwać,
Temu dziś dają mandaryna strój.
Myślę porzucić urzędniczą służbę
Za wiosło chwycić i odpłynąć sam;
Zamieszkać, gdzie mi niczego nie braknie
I nad jeziorem postarzeć się tam.

© 2004-2016 by My Book
×