Kawiarenkę o uroczej nazwie Słodki Zakątek odwiedziło o tej porze bardzo niewielu gości, tak że Maja z łatwością odnalazła koleżanki przy jednym z nielicznych zajętych stolików. Po wylewnym i radosnym powitaniu dosiadła się obok. Brakowało tylko jeszcze jednej z nich, która, jak zawsze roztrzepana i z rozwianym na wietrze włosem, wpadła do kawiarenki niczym pocisk, przepraszając za spóźnienie.
Początkowo rozmowa dotyczyła najbardziej oczywistych tematów: jak minął im wszystkim czas od ostatniego spotkania, co słychać w pracy, aż po sprawy sercowe. Panna Maja sączyła powoli różaną herbatę, raczej przysłuchując się rozmowie, niż biorąc w niej bardziej aktywny udział.
Niezwykle lubiła to miejsce. Nieraz zdarzało jej się przychodzić tutaj samotnie, by przekąsić ulubione kruche ciasteczka. Wystrój kawiarenki utrzymany był w bardzo wyjątkowym, cukierkowym wręcz stylu. Każdy stoliczek, podobnie jak krzesła, był inny, miał zupełnie różny kształt i wielkość. Krzesła – czy raczej fotele – stylizowane na siedziska z innej epoki, stanowiły osobliwą mieszaninę różnorakich kształtów, barw i zdobień, będąc jakby zbiorem najbardziej wyszukanych antyków. W potężnych oknach wisiały zasłonki z różowego i białego tiulu, a pod sufitem, na niewielkiej półeczce ciągnącej się wzdłuż ścian, siedziały stare, porcelanowe lalki, niczym urocze towarzyszki dla ustawionych w rządku ozdobnych talerzy. Bez wątpienia wystrój kawiarenki był wybitnie dziewczyński.
Naraz jedna z przyjaciółek, jak zawsze wyglądająca nienagannie, jakby dopiero co wyszła od krawca, odgarnęła z twarzy podkreślonej teraz subtelnym makijażem kosmyk długich, kasztanowych włosów, misternie zakręconych na końcach lokówką i zwracając się do Mai, spytała:
– A ty, biedactwo, wciąż rysujesz dla tej małej oficynki? Opowiedz nam coś, siedzisz cichutko jak mysz pod miotłą. – Okrasiła swoją wypowiedź szerokim uśmiechem.
Ton, jakim zadała to pytanie, wydał się pannie Mai cokolwiek nieprzyjemny, odparła jednak twierdząco, zapewniając przy tym, że bardzo cieszy ją to zajęcie.
– A właśnie! Skoro o wydawnictwach mowa, czytałyście ostatnie artykuły w prasie? – Na twarzy spóźnialskiej koleżanki pojawił się wyraz podekscytowania. – Znowu miał miejsce napad, tym razem u jubilera, wiecie, tego na rogu Świętego Józefa i Alei, o ironio, Pokoju.
– Tak, tak – podjęła trzecia z przyjaciółek. – Też o tym słyszałam. Niedługo strach będzie wychodzić z domu po zmroku!
– Zastanawia mnie tylko, dlaczego policja nic z tym nie robi? Przecież już dawno powinni wyłapać tych gangsterów i postawić ich przed sądem.
Trzy pary oczu zwróciły się naraz w stronę Mai.
– Nasza przyszła pani aspirantowo, może wiesz coś na ten temat?
Pannę Maję w pierwszej chwili zaskoczył ten osobliwy zwrot. Jakoś nigdy nie pomyślała o sobie w ten sposób.
– Cóż, to nie takie proste – zająknęła się pod wpływem ich wyczekującego spojrzenia.
Chciała jakoś wybronić postawę policji, ale jak to zrobić, skoro odpowiedź nie była wcale taka łatwa i zdecydowanie nie dawała się zamknąć w jednym krótkim i rzeczowym zdaniu.
– To nie tak, że policja nic nie robi.
Maja najlepiej z nich wszystkich rozumiała specyfikę pracy swojego narzeczonego. Nie raz i nie dwa była świadkiem, jak młody aspirant przynosi do domu służbowe troski i długimi godzinami rozmyśla nad postępem śledztwa. Prasa nie dostrzega nawet połowy trudu, jaki trzeba włożyć w sprawę, by doprowadzić ją do końca. Dziesiątek osób do przesłuchania, niezliczonych wątków i poszlak do sprawdzenia, nim wreszcie złapie się niewidzialny koniec nitki prowadzącej do kłębka, nim odszuka się w stosie przypadkowych puzzli fragmenty układanki, często nawet bez znajomości jej ostatecznego wyglądu.
Ciszę wypełnioną wartkim potokiem myśli Mai przerwała w końcu spóźnialska koleżanka, pragnąc wybawić przyjaciółkę z niezręcznego położenia.
– Och, dajcie jej spokój! Na pewno martwi się o swojego ukochanego, a Rafał zapewne nie dzieli się z nią wszystkimi szczegółami swojej pracy.
Po tych słowach, które bądź co bądź, zabolały nieco pannę Maję, rozmowa zeszła na zupełnie inne tematy.
Spotkanie wkrótce dobiegło końca. Rozpromienione przyjaciółki żegnały się ze sobą w równie wylewny sposób, co przy powitaniu, wyrażając przy tym nadzieję na jak najrychlejsze zobaczenie się w przyszłości.
Maja pomachała koleżankom na odchodnym i skierowała się na drogę wiodącą do jej mieszkania, prowadzącą przez będący w wiosennym rozkwicie park.
Idąc wolnym krokiem, zatopiła się w raczej ponurych rozmyślaniach, jakimi napełniło ją tamto jedno zdanie koleżanki. Nawet inni to widzą, że Rafał już od jakiegoś czasu odsuwa ją od siebie. W pewnym momencie przemknęło jej naraz przez myśl, że może już nic dla niego nie znaczy. Szybko jednak odpędziła ją od siebie. Myśl ta wydała się jej zupełnie niedorzeczna. Rafał po prostu się o nią martwi, to wszystko.
Nie mogła jednak pozbyć się tego niepokojącego wrażenia, że już od wielu miesięcy z każdym dniem oddalają się od siebie coraz bardziej. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczął niknąć, rozmywać się ich początkowy entuzjazm i to zachłyśnięcie się sobą, gdy pół roku temu Rafał oświadczył się jej po trzech latach znajomości, złożywszy namiętnie wyszeptaną obietnicę, że właśnie z nią pragnie spędzić resztę życia.
Nie była pewna, dlaczego tak się działo. Już nieraz szukała w myślach powodu, ale wciąż nie znajdowała niczego racjonalnego. Przecież jakieś tam porachunki rzezimieszków nie powinny mieć żadnego wpływu na jego życie prywatne. Pamiętała, jak dwa lata temu zimą miał miejsce ciąg nierozwiązanych do dziś morderstw, a potem tamta sytuacja, gdy nieznany sprawca przywlókł ranionego przez siebie człowieka pod sam komisariat policji, po czym zdołał uciec. Ranny okazał się znanym policji przestępcą, zamieszanym w przemyt, porwania, zlecanie zabójstw i pranie brudnych pieniędzy. Miał nawet przy sobie kilka fałszywych faktur. Wtedy dyżur pełnił akurat dobry kolega Rafała. Jej narzeczony bardzo to przeżywał. Maja pamiętała, jak wówczas przestrzegał ją przed samotnymi wędrówkami po nocy. Ale nawet wtedy ani nigdy przedtem nie odtrącał jej w ten sposób.
„Tak bardzo się zmieniłeś”, mówiła teraz w myślach do ukochanego. „A może to ja przestałam być sobą? Coś pękło, coś się skruszyło, coś najcenniejszego. Powoli gaśnie coraz bledszy płomień świecy naszych uczuć. A mnie ogarnia coraz gęstszy mrok samotności, mrok świata bez ciebie. Boję się ciemności…”
Przerażała ją myśl, że być może ich związek nie przetrwa próby czasu. Sfrustrowana, chciała jakoś odwrócić koleje losu, pomóc Rafałowi, pokazać, że zawsze i we wszystkim może na nią liczyć. Tylko co tu zrobić, by znów zyskać w jego oczach?
Nawet nie spostrzegła się, że dotarła już nad rzekę, szeroką wstęgą przecinającą miasto. O tej porze roku woda miała piękny, niebieskozielony odcień. Drobniutkie fale ścigały się ze sobą, migotliwie odbijając ciepłe promienie słońca. Kilka owocowych drzewek posadzonych nieopodal brzegu, sypiąc białym kwieciem, niby pachnącym śniegiem, przypominało przechodniom wywabionym na zewnątrz pięknem pogodnego dnia, że wiosna nadeszła już w pełnym rozkwicie.
Naraz do głowy panny Mai wpadł pomysł, który wydał jej się równie genialny, co szalony. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślała? Gdyby tak dostać się do tej słynnej mafii i zinfiltrować jej szeregi? Przecież właśnie to od dawna próbowali zrobić lokalni policjanci. To, że im się nie udawało, nie oznacza, że jej także nie powiedzie się to przedsięwzięcie, prawda?
Spacerując wzdłuż rzecznego brzegu, rozważała wszystkie za i przeciw. Pomysł był ryzykowny, to prawda. Ale czy płynące z niego w razie powodzenia korzyści nie były warte tego ryzyka? Po krótkiej chwili wahania Maja wyprostowała się energicznie.
– Do odważnych świat należy! – szepnęła do siebie z przekonaniem.
Podjęła decyzję. Dostanie się do niebezpiecznego gangu – a co potem? To się okaże. Być może pozna jakiegoś bandytę i odmieni go w dobrego człowieka? Myśl ta napełniła ją tak radosną pewnością siebie, że nie mogła pohamować szerokiego uśmiechu, jaki rozjaśnił jej twarz. Pomoże Rafałowi, tak by mógł wreszcie skupić się na tym, co najważniejsze – budowaniu wspólnej miłości.
Rozpromieniona, szybkim krokiem wracała do domu. Zupełnie nie dostrzegała dziecinnej naiwności obmyślonego planu.