[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Klucz Nilu
Klucz Nilu
Kristian Aboner
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 108 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  sierpień 2018
Kategoria: opowiadania
ISBN:
978-83-7564-552-1
20.00 zł
ISBN:
978-83-7564-553-8
10.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nigdy się nie spóźnia (fragment)

    Abonerhotep kochał ją niemal od pierwszego spojrzenia, i to tym odcieniem miłości, której pozazdrościłby mu każdy inny mężczyzna. Pochodził z najniższej warstwy społecznej, a nie mając żadnych koneksji, nie mógł zmienić swego statusu społecznego wyrabiacza cegieł i przejść do wyższej, uprzywilejowanej kasty. Nie nosił peruki ani nie podkreślał swych oczu makijażem, jak to mieli w zwyczaju robić niektórzy spośród Egipcjan. Nie potrafił poszczycić się żadnym talentem wobec uzdolnionych przedstawicieli rodzaju ludzkiego. Po przekleństwie, jakie rozproszyło potomków Adama w czasie budowy pierwszej globalnej cywilizacji odtworzonej po potopie, czego wyrazem była szaleńcza próba wzniesienia konstrukcji miasta-wieży nad Eufratem i Tygrysem, pojawiła się niezgoda wśród plemion i nowa umiejętność: mówienie obcymi językami. Pomieszane znaczenia i dźwięki mające swój odpowiednik w fonetycznej wymowie lub w znaku oznaczającym całą sentencję mieszały się w głowie. Mieszkańcy delty Nilu wypracowali własny system pisania, nazwany hieroglifami. Ówcześnie niewielu obcych potrafiło zrozumieć znaczenia pisanych słów i język innych ludów. Nie potrafił się odnaleźć wobec zmieniającej się rzeczywistości ani nie zdołał odkryć w sobie zalet mogących go wyróżnić ponad społeczność krajan. Nie miał umiejętności językowych, ponieważ nie ze wszystkimi chciał i mógł się dogadywać. Jednak niepozbawiony inteligencji, mawiał:
    – Potrafię rozmawiać sam ze sobą ze zrozumieniem. Czyż nie znaczy to wiele?! Och, to trudna sztuka – mawiał, gdy czyniono mu uwagi, że nie chce integrować się z obcymi i poprzestaje na tym, co już osiągnął. Był zakochany i to miało dla niego wartość najwyższą. Toteż chodził z podniesioną głową.
    Miasto założone przez wędrowców przybyłych z południowego wschodu na ruinach przedpotopowej osady miało szczególną właściwość. Nikt w nim jeszcze nie umarł, nikogo w nim nie pochowano, bo ziemia nie została jeszcze przeznaczona na nekropolię. Co prawda natrafiono na przedpotopowe budowle mające niezwykłą skalę wielkości, ale ciał poprzednich mieszkańców w ruinach nie odkryto.
    Danderę poznał w wieku piętnastu lat i nie od razu powiedział jej o swoim uczuciu. Dojrzewało w nim niczym owoc, by w pewnym momencie uzewnętrznić się poprzez słowa zamienione na hieroglify i znaki. Miłość do niej była niewinna, czysta i całkowicie naturalna w pewnym stadium rozwoju. Początkowo krył to przed sobą, ale z miłością jeszcze nikt nie wygrał. Była brunetką, niższą od niego o głowę, o drobnej, lecz doskonałej budowie ciała. Miała zdolności językowe. Uwielbiała porządek, punktualność i dobre maniery w towarzystwie, a on się czasem spóźniał i nie zawsze wywiązywał się z danego słowa. Była córką wysokiego urzędnika państwowego, odkrywcy źródeł wody na południowym wschodzie od czwartej katarakty i żeglarza pływającego do zamorskich manufaktur znajdujących się po drugiej stronie oceanu. Lubiła niespodziewane odwiedziny, miłe i życzliwe słowa, spojrzenia pełne nieporadnie ukrytej miłości i wyczuwała w nim tęsknotę życia obok siebie. Bardzo szybko odkryła w nim nieśmiałość, niezdecydowanie właściwe osobom nieżyjącym według światowych wzorów, autentyczną pobożność wyrosłą na fundamencie prawdy. Ofiarował jej serce w sposób niezwykle subtelny, ale zawsze brakowało mu odwagi, by postawić kropkę nad „i”. Jedyną wadą w powszechnym odczuciu osób z jego otoczenia była niechęć, a wręcz nienawiść do wróżbitów i astrologów. Kiedy dotykał jej dłoni, czuła, że pragnie więcej, ale zawsze milczał. Jej stosunek do niego był bardziej niż zdystansowany, pomimo adoracji. Nigdy zresztą nie brała na poważnie jego oferty, ponieważ był młodszy od niej o około piętnaście lat. Śmieszyło ją, że przychodził często pod ścianę świątyni i rysował na kamieniach wzory w kształcie dwóch serc. Zostawiał kwiaty, których zapach przypominał jej o pięknie łączącym mężczyznę i kobietę. Za którymś razem dostrzegła w nim dziwną zmianę, świadczącą, że budzi się w nim namiętność, przemieniająca jego osobowość. W jej oczach przestał już być zakochanym chłopcem, a stawał się kimś innym. A ona była przecież wysokiej rangi kapłanką w oficjalnym kulcie miasta. Zaczęła go unikać.
    Któregoś razu przyszedł do świątyni i w obecności astrologów oraz magów podał w wątpliwość obrzędy mieszkańców. Afront, jaki popełnił, miał spory wydźwięk. Ponadto nie zgodził się, aby Dandera wraz z innymi kapłankami miała zostać przeznaczona dla wybrańca pochodzącego z rasy bogów. Poślubienie boskiego oblubienica, który miał stąpić na społeczność ludzką i spłodzić potomka przeznaczonego na króla cywilizacji, otwarłoby przed wybraną rodziną wielkie perspektywy.
    – To absurd, niedorzeczność. Staliśmy się niewolnikami własnych wyobrażeń – rzekł i zaczął dowodzić nierealności tego typu pragnień, nazwanych przesądami. Wyproszono go z gmachu.
    Innym razem widziała go, jak zbliża się do jej domu i wypytuje domowników o nią. Skryła się przed nim za kolumną. Następnie spotkał ją „przypadkiem” na ulicy i musiała wysłuchiwać jego oświadczyn.
    – Wiem dobrze, że ty i ja pochodzimy z różnych środowisk i… czasów, ale ja cię naprawdę kocham od tylu lat jak nikt. To, że jestem nieco młodszy od ciebie, nie ma znaczenia. Będę dla ciebie fundamentem na starość. Na moim ramieniu będziesz się opierać – powiedział i spojrzał jej ufnie i pełen nadziei w oczy.
    Uśmiechnęła się pełna pobłażliwości i pokiwała głową. Rozśmieszył ją tymi oświadczynami. Ironia widziana w oczach stojących obok niej kuzynów będących świadkami zdarzenia podniosła jej ciśnienie, bowiem żadna kobieta, niezależnie od wieku i okoliczności, nie lubi kpin i przedwczesnych oświadczyn. Opanowała ją złość. Po co mówił takie głupoty? Z jednej strony dotarło do niej, że miłość względem niej jest absolutnie prawdziwa i autentyczna, z drugiej widziała w tym dziecinność. A gdyby spotkał młodszą, która zawróciłaby mu w głowie? Naraziłaby się na śmieszność.
    Zawsze zwracała się do niego jak co najmniej starsza siostra, ale do Abonerhotepa to nie docierało. Im bardziej zwiększała dystans, tym goręcej zapewniał ją o swoim uczuciu. Rozstali się niemal w gniewie. Wkrótce w mieście rozeszła się wieść o zaginięciu dwóch kobiet mieszkających nieopodal. Mówiono, że spotkały się przed swoim zaginięciem z jakimś mężczyzną, który ofiarował im magiczny naszyjnik płodności, jaki kiedyś nosić miała matka wszystkich żyjących.
    Dni płynęły leniwie do czasu, kiedy poznała pewnego człowieka przybyłego znad Eufratu, z dalekiego Sumeru. Pomagał innym bezinteresownie, pochylał się nad nędzarzami i osobami potrzebującymi, nigdy ich nie omijając. Był kapłanem, strażnikiem tajemnic Thota, kimś zupełnie normalnym, zwykłym i do tego przystojnym. Nie godził się na wprowadzenie niewolnictwa za nieuregulowanie długów i występował przeciwko stawianiu nowych pomników bałwanom. W wielu kwestiach zgadzał się z Abonerhotepem. Co więcej, wyrażał się o nim z niezwykłym szacunkiem i w sposób bardzo miły.
    – Ten młodzieniec rzeczywiście cię kocha. I powiem więcej, zaimponował mi. Takie przymioty charakteru są właściwe tylko młodości. Potem znikają, roztapiają się w powszechności. A ponadto, muszę przyznać, ma moje rysy. Bądź dla niego wyrozumiała – rzekł do niej, gdy szli wzdłuż kanału.
    Krótko po tym ogłosiła wśród rodziny i przyjaciół wiadomość o ślubie. Eskulap miał zostać jej mężem i nalegał, aby zaprosiła swego wielbiciela na ceremonię ślubu z uwagi na dawną znajomość. Ujęło ją bardzo to, co wówczas powiedział.
    – Jeżeli cię naprawdę kocha, będzie błogosławił ręce, które choć nie są jego, to przynoszą i dają ci szczęście. A jeśli nie… znaczy, że to tylko zewnętrzne pozory imitujące przywiązanie i kamuflaż węża, mój Kwiatuszku. Już nieraz zdarzyło się w historii, że miłość wymagała ofiary, a cierpienie było rękojmią prawdy – rzekł smutno i pocałował jej rękę.
    Na dzień przed ślubem zjawił się w jej domu rodzinnym młody adorator i nie mógł opanować wzburzenia. W jego oczach ujrzała coś, czego wcześniej nie zauważyła: zazdrość, która na krótko odmieniła oblicze wzburzonego człowieka. Mimo obecności jej brata i rodziców nie krył w żaden sposób wzruszenia i pretensji. Bez żadnych wyjaśnień powiedział z żalem.
    – A moje serce ofiarowane tobie? Jak mogłaś tak szybko o mnie zapomnieć? Moja miłość do ciebie nic nie znaczy?
    Nie miała odwrotu. Musiała wyprowadzić go z błędu i raz na zawsze odebrać mu nadzieję.
    – O czym ty mówisz, chłopcze?
    – O nas!
    – Mogę ofiarować ci jedynie przyjaźń. A jak widzę, to ci nie odpowiada, bo wolałbyś… – Przerwała w pół słowa, widząc w oczach Abonerhotepa rozpacz i nasilający się gniew. Dwa uczucia walczyły w nim, a stojący obok domownicy nie zamierzali mu niczego ułatwiać. Westchnął z bólem.
    – Możemy porozmawiać na osobności. To ważne.
    
    Opuchnięte powieki i nabrzmiała krwią twarz sprawiały przykre wrażenie. Ojciec Dandery zaczął obawiać się o bezpieczeństwo córki, dając do zrozumienia młodemu człowiekowi, że czas jego odwiedzin się skończył. Nie było sensu przedłużać bolesnej i nieprzyjemnej rozmowy.
    – Mogę cię kochać jedynie jako starsza siostra. Nic ponadto, zapamiętaj sobie. Powinieneś poszukać sobie jakiejś miłej, ładnej dziewczyny, a mnie zostawić w spokoju. Zapomnij o mnie. Jutro wstępuję w związek małżeński. Ja już umarłam dla ciebie.
    Odpowiedź, jaka padła, wprawiła w zdumienie zebranych.
    – Nigdy nie zrezygnuję z twego towarzystwa. A zresztą, kim jest ten człowiek, który zawrócił ci w głowie? Prawda jest taka, że ty go wcale nie kochasz. Wydaje ci się tylko. Nie podobał mi się od samego początku.
    Tego było już za wiele dla kobiecej dumy.
    – Wynoś się z mojego życia. Nie życzę sobie twojego towarzystwa. Gdzie ja bym mogła z tobą, z takim młodym… żyć jak żona z mężem? Nie pokazuj mi się na oczy.
    Nim od niej wyszedł, zerwał z jej szyi ozdobną chustkę. Na ślub nie przybył.
© 2004-2017 by My Book
×