[stron_glowna]
0 książek
0.00 zł
polskiangielski
Książki papierowe i ebooki
Przygody dzielnego wojaka fizyka
Przygody dzielnego wojaka fizyka
Michał Leszczyński
Wydawca:My Book
Format, stron: A5 (148 x 210 mm), 174 str.
Rodzaj okładki: miękka
Data wydania:  maj 2005
Kategoria: biografie i wspomnienia
ISBN:
83-89770-12-1
23.00 zł
ISBN:
978-83-7564-192-9
14.00 zł
FRAGMENT KSIĄŻKI
3 września
Złe niemiłego początki

    Jeszcze na początku grudnia ubiegłego roku byłem przekonany, że wyjadę na studia doktoranckie do Clemson University, Południowa Karolina. Miasteczko uniwersyteckie nad jeziorem, klimat podobno cudowny, ponad tysiąc dolarów miesięcznie na początek. Miałem zajmować się badaniem krystalografii (czyli ułożenia atomów) białek, co było tematem wręcz wymarzonym. Żona z Dzieckiem miała dołączyć nieco później, ale już wszelkie zaproszenia od Znajomych amerykańskich były przygotowane. Paszporty i wizy USA na pewno by dostali. Niestety, 13 grudnia wszystko „się rypło”. Generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, skasował wszelkie wyjazdy na paszporty prywatne, a paszportu służbowego niestety nie dostałem.
    Zamiast do Clemson, jadę do Szkoły Podchorążych Rezerwy (takie wojsko po studiach) do garnizonu na Mazurach. Nawet nie nad jeziorem!
    Czuję się wyjątkowo podle. W Warszawie zostawiam Rodzinę niemal bez środków do życia, jako że Armia „wspaniałomyślnie” zwraca nam jedynie utracone pobory w moim instytucie. Jest to akurat równowartość wynajęcia naszej kawalerki. Przed wyjazdem, codziennie po pracy dawałem kilka godzin korepetycji, co pozwalało na dość skromne, ale samodzielne życie. Teraz moja Żona będzie musiała korzystać z pomocy naszych Rodziców. Niby nie jest to nic strasznego, ale jednak powoduje nasz duży stres, bo uważamy, że 26-letni człowiek nie powinien być już na utrzymaniu Mamy i Taty.
    Poza zmartwieniem o pozostawioną Żonę i Dziecko, niepewnością, co ma mnie spotkać, dochodzi jeszcze czynnik czasu, w jakim przychodzi mi służyć w naszej Polskiej Armii. Wojna jaruzelsko-polska trwa, a zawodowi żołnierze jawią mi się jako sprzedawczyki, zdrajcy i najgorsze świnie. To przecież oni zdeptali nasze nadzieje na normalny kraj. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym komukolwiek w mundurze oficerskim kiedykolwiek podać rękę…
    Przypominam sobie mój sen sprzed paru miesięcy. Byłem w okopie i szykowałem się do rzutu granatem w nadjeżdżającą kolumnę czołgów komunistów. Granatów miałem kilka, a czołgów było kilkadziesiąt. Na szczęście do mojej porażki nie doszło, bo Dziecko (Lesio z imienia, po profesorze Kołakowskim) zaczęło płakać i obudziłem się. Teraz jednak to ja miałem być tym, który będzie jechać w czołgu i strzelać do członków „Solidarności”. W przenośni oczywiście, bo moje wojsko nie jest pancerne, tylko nazywa się „obrony przeciwlotniczej”.
    Najbardziej jednak jestem sfrustrowany własnym nieudacznictwem. Większość moich kolegów z roku (fizyka uniwersytecka) wyjechała za granicę jeszcze przed stanem wojennym, kilku skutecznie załatwiło sobie zwolnienie z wojska. Ja też próbowałem. Najpierw zgłosiłem się do jakiegoś generała, który, o dziwo, przyjął mnie na rozmowę. Szybko jednak chyba wyczuł, że ani moja rodzina, ani ja sam niczego (na przykład, większej ilości gotówki albo talonu na samochód) nie jesteśmy w stanie załatwić i odszedłem z niczym. Potem znajoma Okulistka wystawiła mi zaświadczenie o astygmatyzmie, nieco (właściwie to bardzo) naginając rzeczywistość. Niewiele to pomogło, dostałem kategorię C, a zwolnienie dawała tylko kategoria D. Swoją drogą jest to śmieszne, że ja, mistrz różnych sportów, nie mam kategorii A. Jest to jednak dowód, że się starałem wykpić z wojska. Chociaż porównując moje usiłowania z wyczynem kolegi mojego Taty przed wojną, to te moje wypadają bardzo mizernie. Otóż kolega ten przypalał sobie swoje intymne miejsca papierosem tak skutecznie, że wyglądało, jakby miał zaawansowane stadium syfilisa, i oczywiście, z wojska udało mu się wybronić. Niestety, moje zmotywowanie nie było na tyle duże. A poza tym, nie palę papierosów…
    Przyjeżdżam na miejsce. Mundur, jak mundur, na krótkie włosy już się przygotowałem. Ale najgorszy koszmar to MAJTKI. Lepiące się, używane wcześniej chyba przez stu żołnierzy, kąpiących się nie częściej, jak raz na tydzień. Majtki te nazywane są potocznie „dynamówkami”, od strojów piłkarskich drużyn radzieckich. Regulaminowo, powinno się tych granatowych gaci używać na gołą pupę, ale ja zakładam na swoje prywatne bielutkie slipki, przywiezione z domu. Mam jeszcze dwie czyste pary na zmianę, ale oddaję je wraz z całym prywatnym dobytkiem na przechowanie. Bardzo poważny błąd, ale nie bardzo wiem, gdzie mógłbym moje majtasy schować. Także nie dociera jeszcze do mnie, że prywatne ubranie odzyskam dopiero za parę miesięcy.
    Dynamówki będą wymieniane co dwa tygodnie. Podobnie zresztą jak skarpetki (dwie pary plus onuce). Upłynie wiele lat (co najmniej dwadzieścia!), zanim przyznam się do swojego pohańbienia!
    Przypominam wszystkim stary dowcip, jak to w wojsku radzieckim oficer obwieszcza: „Żołnierze! Od dzisiaj będzie jak w armii amerykańskiej. Gacie będziecie zmieniać codziennie! Potrzeba tylko ustalić, kto z kim będzie się wymieniać…”.
    Trzeba się jakoś jednak w tej armii urządzić. Próbuję coś zrobić i zgłaszam lekarzowi ból brzucha (trudno wykryć, czy mówię prawdę). Dostaję jakąś pigułkę i ładują mnie do izby chorych. Na wstępie rządzący tutaj kapral pyta:
    – Ile masz do końca?
    Odpowiadam, nieco zdziwiony:
    – 365.
    Kładą mnie do łóżka i mam spokój. Jak się później okazało, 365 oznaczało, że jestem już stare wojsko, jako że służba zasadnicza (dla tych, co nie mają wyższych studiów) trwa dwa lata (czyli 730 dni). Całe szczęście, że nie ma w zwyczaju pytać „Ile już masz za sobą?”. Gdybym odpowiedział „jeden”, dołączyłbym do grupy „kotów”, czyli młodego wojska.
    Koty całą noc czyszczą podłogę cegłówkami. Głupota jakaś absolutna. Mają za zadanie tak zetrzeć cegłówkę, żeby była wielkości pudełka od zapałek. Koszmar twa całą noc. Ale nie tylko szuranie cegłówek jest nie do wytrzymania. Ci ludzie są naprawdę chorzy. Jeden z nich ma 40 stopni gorączki i dusi się od kaszlu. Brzydzę się sobą, że nie jestem na tyle odważny, żeby jakoś zareagować… Ale też zaczynam rozumieć, na czym wojsko polega.
© 2004-2017 by My Book
×